środa, 3 czerwca 2026
niedziela, 26 października 2025
środa, 10 września 2025
wtorek, 22 lipca 2025
niedziela, 1 czerwca 2025
Kropelka na już!
Do moich podzielonych przyjaciół! – będzie banalnie i patetycznie, ale co tam. Piszę wieczorem, kiedy jeszcze nie wiadomo, kto wygra. Nie wiadomo, ale jestem mimo wszystko spokojny, bo – może naiwnie, ale co tam – wierzę w demokrację, szanuję moich rodaków i z szacunkiem uznam jutro każdy wynik.
Po pierwsze – nie pierwszy to koniec świata, który nie nastąpił, ale i nie pierwsze nowe otwarcie, które okazało się nie tak odmieniające. Bo my sobie, a Wszechświat sobie i sobie musimy poradzić z tym najlepiej, jak umiemy. Kampania się na szczęście skończyła i myślę, że lepiej patrzeć w przyszłość. Na to, co dobre. I byłoby nam nieco łatwiej, gdybyśmy się nie kłócili.
Po drugie – tak, wygra Polska. Wygra, bo nie ma innego wyjścia. Bo ma nas. Bo Polska jest jedna, nie mamy lepszej, ale na szczęście nie mamy też gorszej. A w zasadzie mamy ją bardzo fajną i powinniśmy o nią bardzo mocno razem dbać. Razem z prezydentem. Tak, razem z nowym prezydentem. Prezydentem, któremu należy się szansa, wsparcie albo chociaż przez jakiś czas brak hejtu, i nadzieja. I szacunek, nawet jeśli to będzie tylko szacunek do stanowiska.
Po trzecie – znów może to naiwna nadzieja, ale wierzę, że wszystko może zmienić się na lepsze. Bo można by już od jutra, albo pojutrza, przestać się dzielić – albo przestać pozwalać politykom i mediom nas dzielić. Zamiast ich wszystkich słuchać, lepiej czytać więcej książek i oglądać stare filmy, a potem o nich rozmawiać. I ogólnie częściej rozmawiać, nawet z tym sąsiadem, którego nie za bardzo lubimy, chociaż go słabo znamy. Zapytać czego się boi, co stracił, na czym mu zależy.
Razem. Bo jesteśmy jednym narodem. To prawda, że różniącym się jak cholera wewnątrz i na zewnątrz, ale do jasnej cholery jednym narodem. Z burzliwą i fascynującą historią i wspaniałym dziedzictwem. Wspaniałym – zawsze w Muzeum Narodowym czuję się szczęśliwy, że jestem Polakiem, a przy okazji nie mogę się nadziwić, że powierzchnia Bitwy pod Grunwaldem jest trzy razy większa (42 m. kwadratowe) niż studio, które teraz wynajmuję (chociaż 95% znajomych w Londku i tak mi go zazdrości 😅). Wystarczy trochę pojeździć po świecie i jest jasne, że każdy naród ma lepsze i gorsze strony, a my naprawdę mamy sporo tych dobrych. I jeśli sami nie będziemy ich podkreślać, to nikt inny za nas tego nie zrobi.
Mamy. Mamy wspaniały kraj i wspaniałą stolicę, którą kocham tak mocno, że nawet moja dziewczyna była o nią trochę zazdrosna. Mamy cudowny Bałtyk, gdzie zachody słońca i gofry z bitą śmietaną i piękne góry, gdzie patrząc z góry wokoło, świat wydaje się lepszy i oscypki z żurawiną. Polacy są dobrzy i fajni, niezależnie czy głosowali tak lub tak, tak lub nie, nie lub tak – mam tu rodzinę, wspaniałych przyjaciół i znajomych, których uwielbiam i za którymi tęsknię. Za Wami wszystkimi – z Warszawy, z Suwałk, Białegostoku i Lublina, z Trójmiasta, Łodzi i Krakowa, ze Szczecina, Gorzowa i Katowic, a nawet za Wami w niebieskich koszulkach z Poznania! I za Wami w wielu mniejszych miejscowościach. Myślę też o rodakach na emigracji, których czasem widzę w Piccadilly Line, zmęczonych, zapatrzonych w telefony i mam ochotę ich przytulić. Wszyscy jesteśmy fajni i wyjątkowi, wszyscy jesteśmy Polakami więc po cholerę się dzielić? Jaka to fatalna strata czasu i energii!
Mocno. Mocno namawiam na spokojny oddech i spojrzenie na samych nas z dystansu, może z kosmosu nawet (Polska ma przecież swoje satelity!) – ktokolwiek stamtąd na nas zerka, czy to pan Twardowski, czy pan Bóg, czy może nawet pan Obcy – myślę, że oni stamtąd widzą nas jak jedną wielką rodzinę. Może sami też się tak ujrzyjmy, co? Czemu nie teraz? Jak nie teraz, to kiedy? Połączmy się z powrotem, jak za pomocą Kropelki, i niech nas już żadna siła nie rozklei. Świat pędzi w dziwną stronę, dajmy więc przykład, jak może być lepiej. Nie musimy się kochać, ale spróbujmy się lubić i przede wszystkim się szanujmy. Szanujmy się w tym co nas dzieli, a będzie łatwiej znaleźć coś, co nas łączy. Staram się praktykować takie podejście, i wiecie co? Myślę, że to działa.
A jeśli... A jeśli już coś ma nas dzielić, jesteśmy wszak narodem zadziornym i lubiącym swary, niech to będzie kwestia czy „Ślepnąc od świateł", czy „Wojna polsko-ruska", Boniek czy Lewandowski, Sarsa czy Kozidrak, Mata czy Zenek, Winiary czy Kielecki, czy Emilcin to prawda czy ściema, pies czy kot, a na koniec czy z kranu ma lecieć kombucza, czy Johnnie Walker, ku*wa jego mać! Czego wszystkim nam serdecznie życzę.
Ściskam mocno, dobranoc, do zobaczenia jutro. W Polsce.
Dzień "po", 2. czerwca, edycja poranna.
Dzień dobry w Polsce, bo to nadal jest Polska. Ja sam nie głosowałem, z różnych przyczyn (żałuję, ale to temat na osobną historię, nie czas teraz na nią), dlatego już dawno postanowiłem zaakceptować każdy wynik. I wszystko, co napisałem wczoraj, jest aktualne. Dzisiaj wielu moich przyjaciół się smuci – owszem, też mam obawy, jest wiele potencjalnych minusów, a nawet potencjalnych problemów. Postarajmy się więc – razem – żeby pozostały potencjalnymi.
Smuci mnie hejt i pogarda, które niestety płyną. Oczywiście z obu stron, ale wyraźnie bardziej ze strony, która dzisiaj uważa się za przegraną. Tak nie powinno być, to nie jest dobre. Tak się działo nie tylko w trakcie kampanii wyborczej, ale przez wiele lat. Nie zgadzam się na to, nawet jeśli to jest naiwne. Chciałbym też, żeby strona, która dzisiaj uważa się za wygraną, nie bała się tego, co nowe, żeby łączyła tradycję z nowoczesnością i otwartością na innych ludzi i inny świat. Można. Tylko i wyłącznie będąc w Unii Europejskiej, możemy mieć wpływ na to, co się nam w niej nie podoba. Innej drogi ku dobrej przyszłości, niż wzajemny szacunek, nie ma. Dlatego powtórzę parę słów z wczoraj:
– Nie pierwszy to koniec świata, który nie nastąpił, ale i nie pierwsze nowe otwarcie, które okazało się nie tak odmieniające.
– Zapytajmy kogoś po tej drugiej stronie, czego się boi, co stracił, na czym mu zależy.
– Nie musimy się kochać, ale spróbujmy się lubić.
– Szanujmy się w tym co nas dzieli, a będzie łatwiej znaleźć coś, co nas łączy.
– Spokojny oddech i spojrzenie na samych nas z dystansu.
A jeśli... A jeśli już coś ma mnie i kogoś dzielić, to teraz się określę, uwaga: Ślepnąc od świateł. Boniek. Sarsa. Mata (chociaż kiedyś, po paru piwach, różnie bywało). Winiary. Co do Emilcina jeszcze się waham. Pies. Kombucza.
Pozdrawiam wszystkich!
poniedziałek, 12 maja 2025
i 🔁 s
Bardzo ciekawe, nie tylko dla Jonathana Carrolla, co wychodzi, gdy w słowie „pisarz” zamienimy miejscami dwie litery. Przypadek? :)
piątek, 9 maja 2025
niedziela, 20 kwietnia 2025
Refleksja wielka(wo)nocna
A czy ktoś w ogóle pomyślał, na jaką kawę miałby ochotę Pan Jezus tuż po zmartwychwstaniu? Obstawiam czarną americanę, ale na poczwórnym espresso.






